Światowy Dzień walki z rakiem

4.02. dzień, który stał się pewnym symbolem w moim życiu jak większości osób borykających się z problemami nowotworowymi.

Każdy z nas ma swój sposób na radzenie sobie z chorobą, na przechodzenie przez leczenie... mogę jedynie  opowiedzieć Ci własną historię, która ciągle trwa bo Życie się toczy dzień po dniu.

Nie lubię walczyć... i nie walczę bo z kim i poco? sama ze sobą? z tworem który rozrasta się w moim ciele bo układ immunologiczny nie potrafi sobie z nim poradzić? przecież to ciągle Ja to ciągle moje ciało, które kocham ze wszystkimi bliznami, ranami, zmarszczkami. Zapisała się na nim cała historia mojego życia. Nie... ja nie walczę, nie popadam w konflikt z samą sobą. Wolę nazwać ten okres czasem zdrowienia. To regeneracja zmęczonego organizmu, to odbudowa i powrót do zdrowia po leczeniu. To piękne relacje z rodziną i przyjaciółmi może trochę zaniedbane poprzez wir życia. To pragnienie radości i uśmiechu przy wspólnym stole. To czas spełnienia i zrozumienia jak piękne jest Życie i jak nie warto popadać w konflikty, kłótnie które czynią nasze życie piekłem. Już nie obwiniam siebie, że zjadłam coś niewłaściwego lub zbyt mało dbałam o ciało, już nie patrzę na diety cud i zdaję sobie sprawę, że sama kurkuma i surowy brokuł nie wyleczą nowotworu. Ufam nauce i lekarzom a bioenergią wspomagam się by nie popaść w depresję i widzieć nadal Dobro w tym Świecie. Zdrowa psyche to połowa sukcesu w każdym leczeniu. Patrzę w przyszłość i widzę siebie zdrową ale mam też świadomość śmierci i tego, że nic nie jest mi dane na wieczność.

Pisząc te słowa obserwuję piękną zimę w tym roku dawno nie była tak mroźna i pełna śniegu. Za oknem ptaki dziobią słoninkę a drzewa i krzewy w ogrodzie kołyszą się na wietrze. Na parapecie storczyki, kalatea i inne kwiaty... wszystko to co mnie teraz otacza tworzy atmosferę spokoju, melancholii i ciszy. 


Czuję się szczęśliwa i to mi wystarcza by być kompletnym i spełnionym człowiekiem.